WYWIAD OBPON: Rozmowa z Aleksandrem Waszkielewiczem - Prezesem Zarządu Fundacji Instytutu Rozwoju Regionalnego

Robert Marchwiany: Panie prezesie, może na wstępie porozmawiajmy o początkach Fundacji. Jej nazwa raczej średnio kojarzy się z pomocą osobom niepełnosprawnym…

 

WYWIADY OBPONAleksander Waszkielewicz: Tak, bo nazwa jest starsza niż obecny pomysł na działanie Fundacji. Najpierw mieliśmy działać na rzecz spraw ogólnospołecznych, ale po dwóch latach – w 2004 roku – skonkretyzowaliśmy działalność na osobach z niepełnosprawnościami za sprawą naszego pierwszego dużego projektu. Zaczęliśmy od osób niewidomych i słabowidzących, potem szerzyliśmy się na ludzi z innymi niepełnosprawnościami.

 

Jak powstała idea konkursu „Samorząd Równych Szans”? Dla wielu samorządów jest on wręcz wyznacznikiem kierunku, w którym powinny działać w zakresie wsparcia osób z niepełnosprawnościami.

Od początku staraliśmy się promować dobre praktyki. A życie osób z niepełnosprawnościami – jak usłyszałem od jednej z urzędniczek – toczy się właśnie w samorządach, na najniższym poziomie. Od samorządu zależy jakość życia osób z niepełnosprawnościami.

 

Również w zakresie ich aktywności zawodowej?

W jakiejś mierze na pewno tak. Jeśli samorząd nie zapewni możliwości dostępnego transportu, to osoby z niepełnosprawnościami rzadko będą mogły sobie to zapewnić. Jeśli dana osoba potrzebuje wsparcia asystenta, aby być stale aktywną także zawodowo, to też jest to zadanie dla samorządu. Nie zawsze może to zapewnić rodzina i nie należy tego od niej oczekiwać. To od samorządu często zależy czy dana osoba może prowadzić Niezależne Życie. Trochę łatwiej wychodzi to dużym miastom. Ale uważam, że musi to być standard w całej Polsce, zwłaszcza na terenach wiejskich i małomiasteczkowych. Aby nie trzeba było zostawiać swych rodzinnych stron dążąc do Niezależnego Życia.

 

Jakie kryteria decydują o przyznawaniu nagród w tym konkursie?

Przede wszystkim chodzi o to, by robić coś ponad wymogi prawa, bo ustawa o pomocy społecznej w gruncie rzeczy żąda od samorządów raczej niewiele. I każda gmina w zasadzie się z niej wywiązuje – uchwala stosowny program, realizuje usługi opiekuńcze itd. Nie musi nawet prowadzić warsztatów terapii zajęciowej czy realizować zadań z zakresu rehabilitacji społecznej. Tym samym nie zawsze odpowiada na potrzeby mieszkańców, co dla niektórych osób jest rodzajem śmierci cywilnej. Nagradzamy więc jednostki, które od tego odchodzą. Promujemy szczególnie działania systemowe, czyli nie projekty, które trwają jakiś czas, a potem się kończą, tylko rozwiązania dużo bardziej trwałe. W szczególności dotyczące Niezależnego Życia, jak usługi asystenckie, mieszkania wspomagane, opieka wytchnieniowa czy transport specjalistyczny.

 

A nie boicie się, że przedsięwzięcia nagrodzone będą potem – mówiąc kolokwialnie – „jechać” na tej nagrodzie kosztem dalszej jakości uhonorowanego programu? Albo samorządy będą wymyślać dużo inicjatyw o małym zasięgu, aby się nimi chwalić, zamiast mniej, lecz o szerszym spektrum?

Nasze dotychczasowe doświadczenia pokazują, że tak się nie dzieje. Inicjatywy dzielimy na dwie grupy. Pierwszą są projekty unijne czy też przy udziale środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Ich zasięg czasowy faktycznie zwykle jest krótki i takie rzeczy niżej punktujemy. Drugie grono to przedsięwzięcia realizowane przez samorządy z podstawą środków własnych i one zazwyczaj trwają długo. Je też bardziej doceniamy.

 

A co z kosztami tychże programów? One przecież w kolejnych latach nie spadają?

Myślę, że często mogą spaść i do takiego myślenia chcemy przekonać samorządy. Prosty przykład: miesięczny koszt pobytu jednej osoby w domu pomocy społecznej w Krakowie to 4800 złotych, a takich osób jest tutaj jakieś dwa tysiące, co daje aż 116 mln zł rocznie. Jeśli do takiej placówki trafia dorosła osoba z niepełnosprawnością intelektualną z mamą, która jest już w podeszłym wieku, to mamy prawie 10 tysięcy złotych co miesiąc, które musi pokryć gmina. Często jednak można byłoby tym osobom po prostu zapewnić pomoc asystenta za powiedzmy 2000 złotych miesięcznie. Wtedy ta rodzina mieszkałaby wciąż u siebie, w swojej społeczności i wiodłaby codziennie życie – aktywnie i niezależnie na miarę swoich możliwości. W DPS-ie popadnie zaś w bierność i wegetację. A dodatkowo będzie to dużo droższe dla samorządu. Dlatego nakłaniamy gminy do inwestowania w usługi asystenckie i usługi ogólniej wspierające Niezależne Życie. W szczególności można pomyśleć nad przekształceniem mieszkań osób, które obecnie trafiają do domów pomocy społecznej z braku innej alternatywy, w mieszkania wspomagane. Niemniej wciąż w wielu samorządach pokutuje przekonanie, że wystarczy, iż robią tylko minimum wymagane w ustawie o pomocy społecznej.

 

Podczas niedawnej gali finałowej „Samorządu Równych Szans” powiedział pan, że nagrodzone samorządy de facto wdrażają to, czego domaga się środowisko w ramach Kongresu Osób z Niepełnosprawnościami. Ostatni Kongres przedstawił Założenia dla Nowego Systemu Wsparcia Osób z Niepełnosprawnościami. Jak obecnie wyglądają postępy pod tym względem?

Sprecyzuję – chodziło o to, że po raz pierwszy aż tyle samorządów wyszło z inicjatywami na rzecz Niezależnego Życia. I to zarówno duże ośrodki, jak i małe w rodzaju Dobrego Miasta w województwie warmińsko-mazurskim. Ale to wciąż awangarda, a nie norma, dlatego opracowaliśmy wspomniane założenia. Upowszechnianie Założeń dla Nowego Systemu Wsparcia odbywa się stopniowo. Działamy, rozmawiamy, spotykamy się z decydentami, ale na efekty musimy jeszcze czekać. Bardzo obiecująco i okazale zapowiada się program „Dostępność plus”, który wprost wdraża postulaty strony społecznej, w tym wyrażone w Założeniach dla Nowego Systemu Wsparcia. Jednym z elementów programu „Dostępność Plus” ma być ustawa o dostępności, tak więc akt prawny, do którego trzeba się będzie stale stosować, co jest naprawdę znacznym postępem. To nie będzie jednorazowy projekt. Ma też powstać Urząd do spraw dostępności. Cieszą inne działania zgodne z Założeniami dla NSW. Są nadzieje na poprawę w zakresie między innymi deinstytucjonalizacji psychiatrii. Niemniej czekamy na wdrażanie wielu innych postulatów wyrażonych w Założeniach dla NSW. W szczególności rozwiązań wspierających Niezależne Życie. Chodzi nam o usługi asystenckie, opiekę wytchnieniową, mieszkalnictwo wspomagane, integrację wsparcia dziennego. Za to ciekawie zapowiada się planowane przez rząd reformowanie warsztatów terapii zajęciowej, aby aktywizowały zawodowo swoich uczestników i swoje uczestniczki

 

A co z pozostałymi kwestiami dotyczącymi rynku pracy osób z niepełnosprawnościami?

Chcielibyśmy, aby środki na aktywizację zawodową pochodziły z Funduszu Pracy. Obecnie Powiatowe Urzędy Pracy muszą robić osobne szkolenia zawodowe dla osób z niepełnosprawnościami. Bo nie mogą sfinansować ich z tych samych środków, za które wspierają osoby „pełnosprawne”. W praktyce oznacza to, że trzeba uzbierać odpowiednio dużo chętnych osób z niepełnosprawnościami do takiego szkolenia, aby je zorganizować, co często kończy się niepowodzeniem. I jednocześnie powielamy podejście segregacyjne: odrębnie traktujemy osoby z niepełnosprawnościami i osoby „pełnosprawne”. A składki na Fundusz Pracy płacą wszyscy pracownicy, w tym osoby z niepełnosprawnościami. Jak na razie jednak postulaty środowiska nie przełożyły się na kształt rozwiązań prawnych. Mam nadzieję, że znajdzie się dla nich i wola polityczna, i zrozumienie.

 

Z czego jest pan najbardziej dumny jako prezes zarządu Fundacji, jeśli chodzi o jej dotychczasową działalność?

Chyba z tego, że robimy cały czas to samo, mimo różnego rodzaju wichrów, jakie się co jakiś czas nad nami przetaczają. Wart docenienia jest z pewnością Kongres Osób z Niepełnosprawnościami. Udaje się zgromadzić w jednym miejscu osoby o różnych potrzebach i poglądach, co daje możliwość wspólnego formowania potrzeb i postulatów oraz występowania wobec decydentów. Inna rzecz warta wzmianki to sukces całego środowiska – ratyfikacja w 2012 roku Konwencji ONZ o Prawach Osób z Niepełnosprawnościami,  bo to przez lata wcale nie było takie oczywiste.

 

A co ona daje w praktyce?

Namacalnie nie tak wiele, jak długo nie mamy przepisów wdrażających. Ale z pewnością Konwencja to coś znacznie więcej niż ustawa o pomocy społecznej czy ustawa o rehabilitacji. Ona jednak wyznacza pewne ramy, nazywa i definiuje prawa człowieka osób z niepełnosprawnościami. Na bazie Konwencji właśnie powstał Społeczny Raport Alternatywny, a potem Kongres Osób z Niepełnosprawnościami. Kiedyś jak przychodziła osoba z niepełnosprawnością do urzędu, to była petentem czy petentką. Konwencja zaś jest podstawą do tego, by mówić, że mam określone prawa, które wynikają z praw człowieka. By domagać się. Tego nie można zignorować zwykłym mówieniem o braku pieniędzy. Natomiast na pewno minusem jest brak ustaw, które w pełni przenosiłyby na grunt naszego prawa zapisy konwencyjne. Na niewciąż czekamy.